Babka prenatalna

Opieką prenatalną objęte są przyszłe matki i ich przyszłe dzieci. Przyszłe babki pozostawione są same sobie. A przecież skala problemu, z którym się zmagają jest kosmiczna. Dlaczego kosmiczna? Proste. Jeśli mają mniej niż 80 lat i do tego przyszłą rodzącą jest ich córka (nie gniewajcie się synowe), wraz z informacją o ciąży spada im na głowę meteoryt tunguski.
Po kolei – myślę, że gdybym miała 80 lat i ani jednego wnuka na stanie, to wyglądałabym go jak kania dżdżu. Mając 50 lat miałam z tyłu głowy taki mniej-więcej teoretyczny koncept wnuka i … tyle. Żadnych wzmożeń emocjonalnych, żadnych.

A tu trach, tadam, bęc – zmiana.

Moje dziecko, moja córuniu wycacana będzie miała dziecko. Przesuniemy się w linii, w rzędzie, w sztafecie pokoleń. Pojawi się nowe dziecko, dziecko wepchnie się na miejsce z napisem matka, matka dostanie fotel (bujany) babci. W głowie film z zestawem stereotypów o babciach – szarlotki, siwe koczki, okulary, kapcie i anielski uśmiech. Od teraz to Ty. Nie szarp się, nie histeryzuj, zmierz się z zadaniem.

P. Rubens Night scene with an Old Woman and a Boy

I tak płynnie przechodzę do drugiego powodu do objęcia babek opieką prenatalną. Babka musi zmierzyć się z tym, że jej skarb doświadczy wszystkich „cudowności” ciąży wraz z wielkim finałem. Pamiętacie? A jakże, mimo, że wspaniały mózg poupychał te traumy gdzieś koło pnia mózgu, to one tam są. I idą teraz po Twoje dziecko. A Ty całe życie starałaś się je chronić i osłaniać. Od dziś przez następne kilka miesięcy będziesz się zamartwiać, dokarmiać i starać się nie narzucać ze swoją opiekuńczością. Blisko finału nie będziesz spać spokojnie i żadne mantry o tym , że miliardy kobiet przez to przeszły, nie zmienią faktu, że dla swojej córki opatentowałabyś technologię dziecka z pudełka „plug&play”.

Lubię podsumowania to sobie podsumuję:

przyszła mama buja się w oparach hormonów i wraz z maleństwem stanowią nieprzenikalny mikrokosmos. Przyszła babcia buja się wywalona ze swojego miejsca na grzędzie i nie tak łatwo umościć jej się na nowej. Jedna się zakorzenia, druga początkowo czuje się wykorzeniona. Jasne?

Babcia Heli, nienażarta życiem, ksywka Renifer, żyje trochę realnie, trochę wirtualnie. Lula Helę i hula po świecie.

Dodaj komentarz