Książeczka dźwiękowa na podróż samolotem

Dziś będzie o książeczce dźwiękowej. Jestem zwolenniczką minimalizmu jeśli chodzi o zabawki dla dzieci. Ta zasada obowiązuje również książki, dlatego ostrożnie i z uwagą wybieram każdą lekturę dla Heli. Postanowiłam trochę się wyłamać z zasady, szukając czegoś, co pomoże nam przetrwać podróż samolotem do Włoch. To była nasza pierwsza wspólna tak daleka wyprawa, dlatego w przypadku momentu kryzysowego wolałam mieć swojego “asa w rękawie” 😉

Naciśnij mnie

Książeczka dźwiękowa Noisy Peekaboo to interaktywna zabawka, która działa na wzrok, dotyk i słuch (w nieco inny sposób niż klasyczne książki). W plastikowym panelu, będącym częścią książeczki są umieszczone guziki z wizerunkami zwierząt. Naciskając odpowiedni guzik, odzywa się jedno ze zwierząt. Guzików jest czwórka, a zatem niewiele, co bardzo mi odpowiada, nie boję się przestymulowania dzidzi. Dziecku w wieku 12 miesięcy w zupełności wystarczy tyle dźwięków do wyboru. Odgłosy zwierząt brzmią dobrze, to po prostu nagrania prawdziwych zwierząt. Nic nie chrobocze i nie trzeszczy – co istotne, ponieważ często zdarza mi się trafić na książki z fatalnej jakości dźwiękiem. Niestety, ustrojstwa nie da się wyłączyć więc podczas podróży nieraz mogliśmy usłyszeć wydobywający się z bagażu podręcznego odgłos barana lub krowy.

Zgadnij kim jestem

Jako interaktywna książeczka, posiada nie tylko przyciski z odgłosami, ale również okienka. Lubimy okienka bo namawiają do ćwiczenia rączek, rodzą ciekawość co jest w środku i w zmyślny sposób współgrają z przyciskami dźwiękowymi.  W okienkach znajdują się zdjęcia zwierząt, aby je obejrzeć w pełni, trzeba okienko otworzyć.  Prawdopodobnie zobaczycie na zdjęciach, że niektóre okienka są już mocno nadszarpnięte – Hela bardzo lubi zaglądać pod tekturkę i szukać zwierząt, jest zmobilizowana by każdą stronę otworzyć 🙂 To dla mnie znak, że książka spełnia swoją funkcję.

Dopasuj mnie do dźwięku

Książka nie ma żadnej opowiadanej historii. Jest stworzona w najprostszy możliwy sposób: na każdej stronie znajduje się pytanie, zachęcające do powiązania dźwięku zasłyszanego z głośnika z wizerunkiem zwierzęcia oraz umownym odgłosem zapisanym w tekście. Wszystko ładnie się zazębia i spaja. Książkę znalazłam w Tk Maxx, dlatego mamy wersję angielską – kaczątka zamiast  “kwa kwa” mówią “quack quack” a świnka “oink oink”, ale Helena zdaje się tym zupełnie nie przejmować, jak na roczniaka przystało!

Jak lektura się sprawdzała w podróży? To był strzał w dziesiątkę, jedyna możliwość zajęcia naszego aktywnego bobasa. Książeczka była jedyną możliwością namówienia Heleny to pozostania na miejscu samolotowym w spokoju. Najbliżsi pasażerowie musieli się przyzwyczaić do odgłosów owiec i krów, ale wszyscy wiemy, że to zdecydowanie lepsze, niż odgłos krzyczącego/płaczącego dziecka. Czy kupimy więcej książeczek dźwiękowych? Jeśli będą tak ładnie, przejrzyście wydane jak nasza Noisy Peekaboo to być może… Ale nie prędko. I następnym razem znajdziemy taką, która ma dodatkową funkcję “Off-On” ;D

 

Dodaj komentarz