Od syneczka do faceta

USG mówi, że w Twoim brzuchu umościł się facet. Atawizmy społeczne zakorzenione głęboko, bredzą coś o zachowaniu rodu, ale nie oszukujmy się, nie jesteśmy Habsburgami lub choćby Branickimi :D. „Morgów” do dziedziczenia też nie mamy więc właściwie powinno nam być obojętne, jakiej płci dziecko nam się urodzi. A nie jest i zazwyczaj chcemy mieć parkę. Mający cudne XY albo XX stadka, opędzają się od chłe, chłe komentarzy „no to co, będziecie polować na chłopca/dziewczynkę?”. Ja matka XX i XY mam porównanie i doświadczyłam różnicy w wychowaniu i relacji matka- córka i matka-syn.

Dziś na scenę wkracza bohater męski – Syn. W poprzednim felietoniku zachęcałam matki i córki, żeby traktowały się jak kobiety. Dziś proszę, apeluję, traktujcie synów jak mężczyzn, nie jak dzieci. Im wcześniej, ty lepiej.

Ciąża standard, między bajki wkładamy apetyty na to czy tamto, kształty brzucha ple, ple, ple. Jadłam wszystko, byle dużo, a brzuch na czas jakiś ukrył stopy jednym i drugim razem :).
Opieka na niemowlęciem standard, no może poza szczegółami anatomicznymi, które jeśli nie poczęłyśmy niepokalanie, nie zaskakują.
Długo utrzymuje się w wychowaniu seksualny indyferentyzm. Dzieci się tulą, płaczą, gadają jak szalone, biegają nie jak chłopcy czy jak dziewczynki tylko jak dzieci. Po równo chcą bawić się lalkami, czy nawalają towarzystwo w piaskownicy łopatką po łbach. No i git. Do pewnego czasu. Któregoś dania otrzymujesz zakaz kupowania paniczowi ubrań w kolorze innym niż czarny, no może jeszcze szary. Otrzymujesz też zakaz publicznego zbliżania się na odległość mniejszą niż 30 cm i nazywania zdrobniałym imieniem, no i oczywiście pod karą śmierci nie wolno ci wchodzić do łazienki. Boli? Trudno, nikt nie mówił, że będzie miodowo.

Człowiek, w każdym wieku, ma prawo stawiać swoje granice.

Przychodzi czas, kiedy uświadamiasz sobie matko, że urodziłaś aliena. Nie wypączkowała z ciebie dziewczynka, która jest mniej lub bardziej taka jak ty. Którą rozumiesz w lot, bo sama taka byłaś, której problemy są kalkami twoich w stosownym wieku. Pierwsza miesiączka, którą pamiętasz to nie to samo co pierwsze golenie czy inne męskie oznaki dojrzewania.
Stoisz i patrzysz na swojego cudnego chłopczyka, który od pół godziny mechanicznie odbija piłkę od ściany i pytasz męża „Co mu jest?”, a on „spokojnie, robiłem dokładnie tak samo”. No i okazuje się, że tępe powtarzanie czynności jest cechą rozwojową, a nie wadą rozwojową alienów.
Potem jest już tylko z górki, rośnie naturalny, zdrowy dystans między matką a synem. Fizyczność, która zawsze łączy matkę i córkę, w kontaktach z męskim potomkiem staje się barierą. Twój „piękny kawaler”, jak każdy facet woli pogłębiać łopatą depresję na Żuławach, niż grzebać się w swojej psychice. Nie licz na pogaduchy, gadaj z córką, matką, z przyjaciółką, do kota.
Tęsknisz za tuleniem syna ale MUSISZ dać mu się oddzielić od siebie. Z miłości, dla jego dobra musisz dać mu odejść do innej kobiety. To ją powinien kochać najbardziej na świecie i ma budować SWOJE życie. Nie ma nic bardziej smutnego i źle wróżącego na przyszłość niż matka deklarująca, że to syn jest jest jej największą miłością i najważniejszym mężczyzną. Masz męża do kochania, jeśli nie, kup sobie psa, zrób cokolwiek ale nie wieszaj się emocjonalnie na synu.
Synowie zazwyczaj kochają swoje matki wielką miłością. Nic nie zmieni faktu, że to my stanowimy dla nich wzorzec kobiecości i my zaszczepiłyśmy im ukochane smaki.
Mądra matka ma z tyłu głowy cytat z Małego Księcia „ jeśli kogoś kochasz, pozwól mu odejść” i podśpiewuje za Stingiem „free, free, set them free”.

PS. Choć wydaje się to trudne, trzeba pamiętać, że syna wychowujemy dla innej kobiety. Nie powinnyśmy od synowej oczekiwać zaraz medalu z kartofla, jeśli jest mądra, doceni naszą pracę. Ja, wielce zdystansowana wobec mojej teściowej, mam dla niej szacunek za to jakim mężem i ojcem jest mój wybrany.

Babcia Heli, nienażarta życiem, ksywka Renifer, żyje trochę realnie, trochę wirtualnie. Lula Helę i hula po świecie.

Dodaj komentarz