Jak pies z kotem czyli kochamy się jak matka z córką.

Jedno przysłowie mówi, że nie zrozumiemy zachowań swoich rodziców, póki sami nie wychowamy dzieci. Drugie, że kobiety z latami zaczynają przypominać swoje matki. To drugie 30 lat temu przyprawiało mnie o gęsią skórkę. Na szczęście to pierwsze okazało się prawdą.
Pamiętacie, w poprzednim felietonie napisałam, że dzieci kochają swoje matki choćby nie wiem co. Kiedy są małe kochają bezkrytycznie, wsłuchane i wpatrzone w nas jak w boską istotę. We wszystko wierzą, wszystkiemu ufają. Innym razem napiszę, jak ważne jest nie wystawiać tego zaufania (za często 🙂 na próbę.

Dziś o relacji matka-córka.

O wielkiej miłości i jakże często, głębokiej nienawiści naraz. O latach, gdy córka nie widzi już w matce bogini (a jeśli już to Harpię czy Erynie). O latach kiedy matka, jak napisała ponad 70 lat temu Helen Deutsche, „obserwuje rozkwit dorastającej córki jako znak swojego upadku”.
Nienawiść to paskudne uczucie, destrukcyjne, szkodzące i duszy i ciału. Nie spada na nas jak miłość, jak grom z jasnego nieba. Nienawiść trzeba wyhodować. Dobrze rośnie na glebie milczenia, poczucia winy i złośliwości.
Oto skrócony kurs hodowania nienawiści:
Matka: Nie jedz tyle, już masz nadwagę, ja w Twoim wieku byłam chuda jak szparag.
Córka: Tata rata, widziałam twoje zdjęcia, miałaś tęgie uda. Nie życzę sobie takich tekstów.
Matka: Wyglądałam zdrowo bo trenowałam a nie gapiłam się w komórkę całe dnie. Dziecko kto ci powie prawdę w oczy jak nie matka.
Zmiana ról
Córka: Zrobiłabyś coś ze sobą włosy w strąkach, odrosty.
Matka: Nie mam czasu, ciągle robota, nikt mi nie pomaga. Jak wyrosłaś to się strasznie mądra zrobiłaś, myślałby kto – najpiękniejsza w całej wsi.
Córka: Dobra, nic nie będę mówić , Twoja sprawa jak chcesz wyglądać jak własne matka.
Matka: (płacz)
Kurtyna
Znamy takie pseudo rozmowy w różnych konfiguracjach ale wszystkie z jednakowym skutkiem, stopniowe wycofywanie się z komunikacji albo wręcz z kontaktów. Obie kobiety, żyją w poczuciu, że druga ją nienawidzi.
Konia z rzędem temu, kto w poprzednim zdaniu wskaże kluczowe słowo…, tak, to słowo „kobiety”.
Z mojego już półwiecznego życia i doświadczenia wynika, że matki całe życie traktują córki jak małe dziecko, a córki w matce widzą zawsze tylko matkę.

Tymczasem obie są kobietami. Mają humory przed okresem, zawsze myślą, że mają niedoskonałą figurę, włosy, za mały/duży biust itd, itp.

Moja 80 letnia teściowa, mając w perspektywie przyjmowanie chemii, martwiła się o włosy. Bo jest kobietą, która chce być ładna. Bo jest kobietą, która jak badania wskazują, łatwo traci pewność siebie (jeśli w ogóle ją posiada). Bo jest kobietą która boi się upływu lat. Bo jest kobietą, która całe życie przegląda się w oczach innych i obawia się tego jak ją widzą.

O Matko i Córko, mówicie do siebie tak, jak same chciałybyście, żeby do Was mówiono.
Może na przykład tak:
Matka: Głodna jesteś, chodź zrobimy coś lekkiego i pysznego. Widziałam takie super przepisy w (nazwa czasopisma, które lubi córka).
Córka: Co ? Gruba jestem, przytyłam nie?
Matka: Przybyło ci trochę ciała, ale nie jesteś gruba. Widzę jednak, że się martwisz to chcę ci pomóc, Może nie będziemy razem jeść kolacji albo zrobimy sobie jakieś sałatki. Obu nam dobrze to zrobi.:)
Zmiana ról
Córka: Mamo, w jakim kolorze włosów lubiłaś się najbardziej . Chodź położę ci farbę, ja się czegoś nauczę i będę miała jeszcze ładniejszą mamę.
Matka: Nie wiem kiedy, nie wiem w co ręce włożyć cały dzień.
Córka: Damy radę, jak mi pozwolisz sobie pomóc, to ci pomogę i będzie czas.
Kurtyna.
Rada wszechczasów, którą wszyscy znamy i rzadko stosujemy. Mówmy: „Mamo, planujesz pofarbować odrosty, wiem że teraz modna jest naturalność ale bardzo ci ładnie w blondzie. Nie mówmy: „Tak Ci ładnie w blondzie mamo ale Ty chodzisz z odrostami. Człowiek jest tak skonstruowany, że słyszy lepiej i zapamiętuje lepiej drugą część zdania po „ale”. Zdanie z dobrym słowem na końcu, zapamiętuje jako coś pozytywnego, wyraz troski, prawdziwie dobrą radę.

Na każdym etapie życia da się naprawić czy wyprostować relacje matka-córka.

Wiem, to z doświadczenia. Zawsze bardzo kochałam moja śliczną mamę, ale był czas, gdy nasze kontakty były napięte. Mama była roszczeniowa, ja nafukana. Od jakichś 10 lat nasze kontakty ewoluowały i dziś są super. Moja mama całkiem niedawno nauczyło się mówić „Kocham Cię córeczko”. Potrafi też taktowanie powiedzieć, że przytyłam :D.

P.S. Żyję w przekonaniu, że moje relacje z córką są bardzo w porządku. Zawsze z rozczuleniem widziałam w niej kobietę, już wtedy gdy jako przedszkolaczek szykowała sobie ekstrawaganckie zestawy kolorystyczne do ubrania lub kazała sobie zaplatać warkoczyki na mokro. Cierpiałam cichutko, gdy w sposób naturalny odeszła ode mnie do swojej paczki kumpelek. Wiedziałam, że wróci do mamy. Wróciła.

Babcia Heli, nienażarta życiem, ksywka Renifer, żyje trochę realnie, trochę wirtualnie. Lula Helę i hula po świecie.

Dodaj komentarz